poniedziałek, 13 stycznia 2014

Pstryk. I zgasło światło



zaopatrzeni w ocean herbaty
i niezliczone ilości fajek
mieliśmy rozmawiać o poezji

czekała na nas ciepła lipcowa noc
w sam raz długa i odpowiednio gwiaździsta

przepadła chociaż jest dopiero kwiecień


2013

sobota, 11 stycznia 2014

Nad Jarmutą (haiku)



pisk nad górami
sokoły zagarniają
niebo skrzydłami

czekają na żer
otwarte dzioby młodych
w gnieździe na skale


2012

Obrączki



stara kopalnia wyczerpała zasoby
niszczeje od dawna nikt tam nie zagląda

na zbutwiałych stemplach
grzyby i pleśń przyjmują fantazyjne kształty
płynie woda po ścianach gdzieniegdzie
rozbłyskujących cienką nitką srebronośnej galeny

dryfuję podziemną rzeką jeszcze nie czas na zapłatę
zastanawia spokój miejsca niegdyś pełnego gwarków

słyszę jak po pustych kawernach błąka się Skarbnik
zwija kruszec w pierścionki niby bawiąc się w zaślubiny
przyozdabia palce są mokre i błyszczące
a kiedy wypuszcza mnie na powierzchnię
oświetla je księżyc

stoję niezdecydowana
podziemia wybrać czy niebo


2013

piątek, 10 stycznia 2014

Bezsenność

powiedz że tęsknisz a pobłogosławię to kłamstwo
bo przepędzi muzykę szepty i twarze
połykające szare kwadraty okien

mrok zwinie się w ciasne kłębki
rzucę nim jak najdalej. precz.

po gałęzi przebiega wiewiórka
słyszę minorowe staccato łapek
a może to tyka nienakręcony budzik

bezbarwny świt staje się oswobodzeniem


2014 

czwartek, 9 stycznia 2014

Płuczę piasek

z samych gwiazd nie ułoży się niebo
potrzebne są jeszcze głogi i kąkole
a czerwonym ustom wilgoć pocałunku

historia nie zajmuje się drobnostkami
przetacza głazy ścierając na piasek
tam szukam amfor z balladami

do palców przylega sól
powstała w wyniku tworzenia i rozpadu
nie ma we mnie potrzeby przeżycia


2012

wtorek, 7 stycznia 2014

Niedokończona ballada

Dzisiaj nie moje. Ale związane ze mną. Wiersz mojego taty dla mnie i o mnie. Na dworze szaro, trzeba jakoś sobie dzień rozświetlić :)



Czymże Hania dla Nosa? Czymże Nos dla Hani?
Nos Jej przedmiot ogromny, w kształcie niby bani
Jeno wiele obfitszy tudzież garbem zdobny,
Nosom innym jak górka przy kopcu podobny.

Nikt nie jest w stanie zmierzyć początku i końca,
Bo ciągnie się od wschodu do zachodu słońca
Ten Nos, nie-Nos, Nosiszcze, Nosidło, Nosisko.
Z niego Nosal tatrzański swoje wziął przezwisko,
i lubo chociaż mniejszy zgoła jest podobny…
tak samo wygrabiony, w strome zbocza zdobny.
Z niego gdy Hania kichnie to byście słyszeli
Ryk niczym salwa z armat, stu naraz gardzieli.

A dziury w nim ogromne kieby dwa wulkany,
A takoż im podobne, że pokąd zapchany,
Potąd tylko obaczysz, jak wrze, dymem bucha.
Ale kiedy wybuchnie wszystko traci ducha
I słońce się zasnuwa opary ciemnemi,
Które zwolna, trujące spadają ku ziemi,
A opadłszy tam tworzą jeziora i stawy
Przy których Morskie Oko swej utraci sławy.
……………………..
Organ ten przeogromny służy do wąchania.
Przeto wszystko wywącha i wywęszy Hania.
A chociaż tak ogromny i bezkształtny zgoła,
Wszędzie wepchnąć go Hania potrafi i zdoła.

Pamiętam jeszcze, gdy się Hania rodzi
I wpierw Nos ogromniasty godzinę wychodzi,
 Do niego przyczepiona istotka maleńka –
Jak do pnia prastarego skromniutka opieńka.

Dziś jedna z niego korzyść, że słońce zasłania
Gdy się na horyzoncie ukazuje Hania. –
Bo wtedy się opalać można bez umiaru
I bez obaw byś doznał od słońca udaru.

Na tym kończę balladę – pisać mógłbym roki
Opisując nosiska mej Hani uroki,
Lecz temat zbyt potężny, siły me zbyt małe,
Niech mi ludzkość wybaczy choć próby nieśmiałe.
Może kiedyś bard inny życie swe w ofierze
Złoży, by Nos opisać, co mu życzę szczerze.

Graal



Maleńka czarka w kamieniu dłubana,
z której pił Jezus podczas wieczerzy,
czerwonym winem wewnątrz spryskana,
o którą się biły zastępy rycerzy,

której szukali królowie, prałaci
gotowi każde złoto zapłacić,
w której poznanie wprzęgnięta nauka,
czemu jej znaleźć nie może, kto szuka?

Wieki mijają, Graal niezdobyty
przed ludzkim wzrokiem nadal ukryty,
Graal – kielich śmierci, miłości, rozpaczy,
dla mnie szczególnie wiele znaczy

Co dzień napełniam czarkę maleńką
kroplą miłości słodką i piękną,
co dzień oburącz ci ją podaję,
co dzień od ciebie też taką dostaję.


2010